//
Patrick Kelly- Vista Hero 2010
Brat John Paul
Mary – Paddy Kelly
z zespołu „The Kelly
Family”, międzynarodowa
gwiazda piosenkarska
po swoim nawróceniu
dzięki Medziugorje
wstąpił
do wspólnoty św. Jana
we Francji w 2004 r. W roku 2010 umocniony wiedzą
i wiarą opuszcza wspólnotę
i z odnowioną duszą wplata się pomiędzy
gwiazdorów
światowej estrady. Poniżej w linkach do Youtube widzimy jego
podczas nagrań jakich dokonał razem ze swoją rodziną.
Podczas kolonii w Camp Vista 2010 słuchaliśmy jego utworów i
rozmawialiśmy
o nim i o jego rodzinie.
Kelly Family-Santa Maria
Kelly family-We Are The
World
Kelly Family - An Angel
The Kelly Family-Mama
The Kelly Family - Amazing Grace
Przedstawiamy jego świadectwo
jako zachętę dla Młodych do poszukiwania Boga.
Wcześniej „tylko” istniałem, teraz żyję Moja rodzina śpiewa
już od trzydziestu lat, ja mam dwadzieścia cześć lat, co
oznacza, że moi bliscy zaczęli śpiewać jeszcze przed moim
narodzeniem. Rodzice przeprowadzili się z Ameryki do
Hiszpanii, gdzie mieszkali przez osiem lat. Tu zaczęli uczyć
się tradycyjnych piosenek śpiewanych w okresie Bożego
Narodzenia iWielkanocy. W czasie jednego pobytu w Rzymie,
kiedy mój tato oprowadzał nas poWatykanie, ktoś nas okradł.
Zabrał nam wszystko z samochodu, zostały tylko paszporty i
instrumenty muzyczne. Wzięliśmy więc instrumenty i
zaczęliśmy grać na ulicy, a ludzie dawali nam pieniądze. Pod
koniec tego dnia ojciec, trzymając puszkę pełną pieniędzy,
powiedział: „Dzieci, nasze życie się zmieniło”. Potem
pojechaliśmy do Austrii, Irlandii i Niemiec, gdzie w 1978
roku podpisaliśmy kontrakt na pierwszą płytę. W roku 1982
mama rozchorowała się i zmarła. Potem przez dwanaście lat
śpiewaliśmy na ulicach Europy i Ameryki. Był to bardzo długi
i trudny okres. Ojciec został sam, część rodzeństwa była
jeszcze bardzo mała. W roku 1994 odnieśliśmy wielki sukces.
Album „Oper the Hump” został sprzedany w ilości 4,5 miliona
egzemplarzy. Od tego momentu staliśmy się bardzo popularni w
większości państw europejskich oraz w Afryce Południowej i w
Chinach. W tym też roku pojechaliśmy do Mongolii. Była to,
jak teraz spoglądam wstecz, wielka i zdumiewająca historia.
Stało się tak, że w latach 1996–1997, kiedy byliśmy bardzo
popularni, zapomnieliśmy o modlitwie i chodzeniu do
kościoła. Po prostu przestaliśmy być praktykującymi. Wtedy
zaczęły się pojawiać trudności w rodzinie, problemy między
nami. Napięcia, nieporozumienia między rodzeństwem,
frustracja, kłopoty ze zdrowiem i nic nie było tak, jak być
powinno. W wieku około dwudziestu lat zacząłem zadawać sobie
pytania filozoficzne o sens życia: co ja tu robię?, co się
stanie ze mną po śmierci? Wtedy zaczęły się moje
poszukiwania, chęć głębszego poznania Boga. Znalazłem w domu
Biblię. Przeczytałem Nowy Testament. Widziałem, że przez tę
Księgę Bóg do mnie przemawiał. Poruszało to mną. Pierwszy
raz przyjechaliśmy do Medziugorja w 2000 roku na Festiwal
Młodych. Byłem w towarzystwie mojej siostry Barby i brata
Jima. Muszę przyznać, że jak przyjechaliśmy, odczuwałem
poruszenie. Czymś niesamowitym dla mnie był widok tylu ludzi
z różnych krajów, zgromadzonych w jednym miejscu, nie na
jakimś koncercie rockowym albo show laserowym czy na
dyskotece, lecz ze względu na Matkę Bożą, ze względu na
Pana; po to, by się modlić, wyspowiadać, pójść do kościoła.
Był to dla mnie przedsmak raju, nieba. Wchodzenie na górę
Kriżevac również było wstrząsającym i zdumiewającym
doświadczeniem. Ludzie wspinający się na boso, upośledzone
dzieci, ludzie wszystkich narodowości. Potem Oaza Pokoju,
Msza św. i modlitwy wieczorne. Jednak tym, co najbardziej
mnie uderzyło była Adoracja. Wszyscy pielgrzymi w wielkiej
ciszy, śpiewający. Czułem się jak w przedsionku Nieba. Tam
doświadczyłem pokoju, którego nie można kupić za pieniądze,
sławę albo coś innego. Doświadczyłem wyraźnie, że Pan Bóg
nie tylko istnieje, ale że jest również dla mnie bardzo
dostępny. Wtedy zacząłem się modlić, kupiłem różaniec, który
do dnia dzisiejszego mam przy sobie. Zaczynałem od trzech
zdrowasiek, a potem odmawiałem ich dziesięć, pięćdziesiąt.
Nadal czytałem Pismo Święte. Myślę, że podczas mojego
pierwszego pobytu w Medziugorju, w 2000 roku, odczułem w
sercu, że Pan Bóg jest blisko każdego człowieka. Bardzo mnie
to dotknęło, ponieważ zrozumiałem, że zostałem stworzony z
miłości oraz że sensem mojego życia jest kochać i być
kochanym. Napełniło mnie to ogromną nadzieją i udzieliło
odpowiedzi na mnóstwo pytań: dlaczego istnieję, jaki jest
sens życia. Myślę, że największa zmiana, jaka dokonała się w
moim życiu po tym tak namacalnym spotkaniu z Bogiem,
polegała na tym, że wcześniej „tylko” istniałem, a teraz
zacząłem żyć. Mimo tego, że mieszkałem w pałacu, że byliśmy
bardzo popularni, sprzedawaliśmy miliony płyt, czegoś mi
brakowało, była jakaś pustka. Myślę, że jest jasne, dlaczego
tyle młodych ludzi nadużywa alkoholu i bierze narkotyki, i
robi jeszcze wiele innych rzeczy, aby wypełnić pustkę.
Jednak wypełnić ją może tylko Pan Bóg i ja to zrozumiałem,
kiedy zacząłem otwierać swoje serce na Niego, pozwoliłem Mu
wejść, a On zaczął pokazywać mi, czym jest miłość. Myślę, że
wiara jest czymś bardzo osobistym. W ciągu kilku ostatnich
lat doszło do przemiany całej naszej rodziny. Wszyscy
zrozumieliśmy, że sukces, sława, pieniądze nie dają
prawdziwej radości. Teraz gdy jesteśmy bardziej
praktykującymi ludźmi, zastanawiamy się nad czasopismami
albo audycjami, do których jesteśmy zapraszani, bo być może
z moralnego punktu widzenia to, co one chcą przekazać
odbiorcom, nie jest zgodne z naszymi poglądami. Zastanawiamy
się nad tym: pójść czy nie pójść. Piszemy więcej duchowych,
religijnych piosenek. Są to bardziej modlitwy niż piosenki.
Dzięki Medziugorju oraz orędziom, według których staramy się
żyć, doszło do wielu zmian w każdym z nas i w całej
rodzinie. Od Matki Bożej z Medziugorja nauczyłem się, że
modlitwa nie polega na wypowiadanych, powtarzanych słowach,
lecz na otwarciu się i powierzeniu swego serca Panu Bogu.
Mimo że oczami nie widzisz Boga ani Matki Bożej, oni są
naprawdę obecni. W Medziugorju nauczyłem się, jak żyć swoją
wiarą w świecie muzyki, w którym znajduję się razem ze swoją
rodziną. Widzicie, jak dużo ludzi ze świata muzyki bierze
narkotyki i pije alkohol. Jest to czymś bardzo przykrym.
Trudno jest zostać wiernym i szczerym. Kluczem do zachowania
mojej wiary, pogłębiania jej i równoczesnego zajmowania się
muzyką, są dla mnie orędzia: modlitwa sercem, codzienne
odmawianie różańca, post, Eucharystia – uczestnictwo we Mszy
św. codziennie, czytanie Biblii i comiesięczna spowiedź. Te
pięć „kamieni” pomogło mi walczyć i wygrać z Goliatem. Przed
nawróceniem sądziłem, że różaniec i Pismo Święte należą do
przeszłości, że to tylko tradycja, legendy.
Dzisiaj w rozmowach z ludźmi, którzy
pytają, dlaczego czytam Pismo Święte,
a nie „Harry Pottera” albo coś bardziej
wzruszającego, odpowiadam: dlatego, że
to nie jest prawdą. Biblia mówi, że prawda
was wyzwoli. W moim przypadku tak
rzeczywiście było, czuję się wolnym, spokojnym,
radosnym. Chociaż na zewnątrz
ciągle się nie uśmiecham, wewnątrz mnie
serce się uśmiecha.
Przeczytałem w jednej książce, że Matka
Teresa powiedziała, iż rodziny, w których
jest wspólna modlitwa, zostają razem.
Jeśli chodzi o nas śpiew zawsze w jakimś
stopniu traktowaliśmy jak modlitwę.
Mimo wszystko jestem przekonany, że
wspólna modlitwa jest konieczna, że trzeba
wspólnie odmawiać różaniec, iść do kościoła
razem, jako rodzina, i śpiew jest jednocześnie
modlitwą i pracą, jednak czasem
trzeba wspólnie spędzić czas na modlitwie.
Praktykujemy to, kiedy jedziemy
na koncert samochodem, samolotem lub
gdy jesteśmy w domu. Czasem zbieramy
się wspólnie i odmawiamy różaniec. Odmawiamy
również dziewięciodniowe nowenny,
gdy ktoś jest chory lub jedziemy
do Medziugorja. Nie mamy w rodzinie dokładnie
ustalonego czasu na modlitwę.
Robimy to przed i po posiłkach albo
na przykład po udanym koncercie.
Ważne jest, by być w łączności z Panem
Bogiem i słuchać czego od nas pragnie.
Myślę, że powiedziała to Matka Teresa,
iż ona jest tylko żarówką, a Pan Bóg
prądem, to znaczy, że światło pochodzi
od Niego, od Pana Boga. Moim przesłaniem
dla ludzi byłoby to, że nie znajdą oni
szczęścia w pieniądzach, w sławie, w majątku
czy sprawach materialnych, chociaż
pieniądze nie są czymś złym, bo wykorzystując
je także można dużo dobra
uczynić. Lecz jeśli pomnażanie dóbr materialnych
jest główną motywacją waszego
życia, to pieniądz was zniszczy.
Ja odnalazłem szczęście, odnalazłem
prawdę i nadal każdego dnia odnajduję ją
w Panu Bogu. Bóg kocha każdego z nas
osobiście. Stworzył nas z miłości i dla miłości,
abyśmy kochali. Jest to czymś tak
pięknym i zdumiewającym, że aż trudno
w to uwierzyć. Jednak taka jest prawda
i to chciałbym powiedzieć młodzieży. Jeżeli
szukacie Pana Boga, nie musicie iść
daleko, On jest w waszych sercach. Nie oznacza to, że musicie
porzucić świat i iść do zakonu albo coś
podobnego. Matka Boża pomaga
nam odnaleźć Boga. Przyjdźcie do Matki
Bożej, a znajdziecie Pana Boga.