VISTA RETREAT CENTER
N3535 Corpus Christi
Campbellsport, WI 53010
Phone: (920) 533-4258
Fax: (920) 533-4703
http:://www.campvista.org
campvista@nconnect.net
//

Patrick Kelly- Vista Hero 2010

 
Brat John Paul Mary – Paddy Kelly z zespołu „The Kelly Family”, międzynarodowa gwiazda piosenkarska po swoim nawróceniu dzięki Medziugorje wstąpił
do wspólnoty św. Jana we Francji w 2004 r. W roku 2010 umocniony wiedzą
i wiarą opuszcza wspólnotę i z odnowioną duszą wplata się pomiędzy
gwiazdorów światowej estrady. Poniżej w linkach do Youtube widzimy jego
podczas nagrań jakich dokonał razem ze swoją rodziną.
Podczas kolonii w Camp Vista 2010 słuchaliśmy jego utworów i rozmawialiśmy
o nim i o jego rodzinie.

Kelly Family-Santa Maria
Kelly family-We Are The World
Kelly Family - An Angel
The Kelly Family-Mama
The Kelly Family - Amazing Grace

Przedstawiamy jego świadectwo jako zachętę dla Młodych do poszukiwania Boga. Wcześniej „tylko” istniałem, teraz żyję Moja rodzina śpiewa już od trzydziestu lat, ja mam dwadzieścia cześć lat, co oznacza, że moi bliscy zaczęli śpiewać jeszcze przed moim narodzeniem. Rodzice przeprowadzili się z Ameryki do Hiszpanii, gdzie mieszkali przez osiem lat. Tu zaczęli uczyć się tradycyjnych piosenek śpiewanych w okresie Bożego Narodzenia iWielkanocy. W czasie jednego pobytu w Rzymie, kiedy mój tato oprowadzał nas poWatykanie, ktoś nas okradł. Zabrał nam wszystko z samochodu, zostały tylko paszporty i instrumenty muzyczne. Wzięliśmy więc instrumenty i zaczęliśmy grać na ulicy, a ludzie dawali nam pieniądze. Pod koniec tego dnia ojciec, trzymając puszkę pełną pieniędzy, powiedział: „Dzieci, nasze życie się zmieniło”. Potem pojechaliśmy do Austrii, Irlandii i Niemiec, gdzie w 1978 roku podpisaliśmy kontrakt na pierwszą płytę. W roku 1982 mama rozchorowała się i zmarła. Potem przez dwanaście lat śpiewaliśmy na ulicach Europy i Ameryki. Był to bardzo długi i trudny okres. Ojciec został sam, część rodzeństwa była jeszcze bardzo mała. W roku 1994 odnieśliśmy wielki sukces. Album „Oper the Hump” został sprzedany w ilości 4,5 miliona egzemplarzy. Od tego momentu staliśmy się bardzo popularni w większości państw europejskich oraz w Afryce Południowej i w Chinach. W tym też roku pojechaliśmy do Mongolii. Była to, jak teraz spoglądam wstecz, wielka i zdumiewająca historia. Stało się tak, że w latach 1996–1997, kiedy byliśmy bardzo popularni, zapomnieliśmy o modlitwie i chodzeniu do kościoła. Po prostu przestaliśmy być praktykującymi. Wtedy zaczęły się pojawiać trudności w rodzinie, problemy między nami. Napięcia, nieporozumienia między rodzeństwem, frustracja, kłopoty ze zdrowiem i nic nie było tak, jak być powinno. W wieku około dwudziestu lat zacząłem zadawać sobie pytania filozoficzne o sens życia: co ja tu robię?, co się stanie ze mną po śmierci? Wtedy zaczęły się moje poszukiwania, chęć głębszego poznania Boga. Znalazłem w domu Biblię. Przeczytałem Nowy Testament. Widziałem, że przez tę Księgę Bóg do mnie przemawiał. Poruszało to mną. Pierwszy raz przyjechaliśmy do Medziugorja w 2000 roku na Festiwal Młodych. Byłem w towarzystwie mojej siostry Barby i brata Jima. Muszę przyznać, że jak przyjechaliśmy, odczuwałem poruszenie. Czymś niesamowitym dla mnie był widok tylu ludzi z różnych krajów, zgromadzonych w jednym miejscu, nie na jakimś koncercie rockowym albo show laserowym czy na dyskotece, lecz ze względu na Matkę Bożą, ze względu na Pana; po to, by się modlić, wyspowiadać, pójść do kościoła. Był to dla mnie przedsmak raju, nieba. Wchodzenie na górę Kriżevac również było wstrząsającym i zdumiewającym doświadczeniem. Ludzie wspinający się na boso, upośledzone dzieci, ludzie wszystkich narodowości. Potem Oaza Pokoju, Msza św. i modlitwy wieczorne. Jednak tym, co najbardziej mnie uderzyło była Adoracja. Wszyscy pielgrzymi w wielkiej ciszy, śpiewający. Czułem się jak w przedsionku Nieba. Tam doświadczyłem pokoju, którego nie można kupić za pieniądze, sławę albo coś innego. Doświadczyłem wyraźnie, że Pan Bóg nie tylko istnieje, ale że jest również dla mnie bardzo dostępny. Wtedy zacząłem się modlić, kupiłem różaniec, który do dnia dzisiejszego mam przy sobie. Zaczynałem od trzech zdrowasiek, a potem odmawiałem ich dziesięć, pięćdziesiąt. Nadal czytałem Pismo Święte. Myślę, że podczas mojego pierwszego pobytu w Medziugorju, w 2000 roku, odczułem w sercu, że Pan Bóg jest blisko każdego człowieka. Bardzo mnie to dotknęło, ponieważ zrozumiałem, że zostałem stworzony z miłości oraz że sensem mojego życia jest kochać i być kochanym. Napełniło mnie to ogromną nadzieją i udzieliło odpowiedzi na mnóstwo pytań: dlaczego istnieję, jaki jest sens życia. Myślę, że największa zmiana, jaka dokonała się w moim życiu po tym tak namacalnym spotkaniu z Bogiem, polegała na tym, że wcześniej „tylko” istniałem, a teraz zacząłem żyć. Mimo tego, że mieszkałem w pałacu, że byliśmy bardzo popularni, sprzedawaliśmy miliony płyt, czegoś mi brakowało, była jakaś pustka. Myślę, że jest jasne, dlaczego tyle młodych ludzi nadużywa alkoholu i bierze narkotyki, i robi jeszcze wiele innych rzeczy, aby wypełnić pustkę. Jednak wypełnić ją może tylko Pan Bóg i ja to zrozumiałem, kiedy zacząłem otwierać swoje serce na Niego, pozwoliłem Mu wejść, a On zaczął pokazywać mi, czym jest miłość. Myślę, że wiara jest czymś bardzo osobistym. W ciągu kilku ostatnich lat doszło do przemiany całej naszej rodziny. Wszyscy zrozumieliśmy, że sukces, sława, pieniądze nie dają prawdziwej radości.  Teraz gdy jesteśmy bardziej praktykującymi ludźmi, zastanawiamy się nad czasopismami albo audycjami, do których jesteśmy zapraszani, bo być może z moralnego punktu widzenia to, co one chcą przekazać odbiorcom, nie jest zgodne z naszymi poglądami. Zastanawiamy się nad tym: pójść czy nie pójść. Piszemy więcej duchowych, religijnych piosenek. Są to bardziej modlitwy niż piosenki. Dzięki Medziugorju oraz orędziom, według których staramy się żyć, doszło do wielu zmian w każdym z nas i w całej rodzinie. Od Matki Bożej z Medziugorja nauczyłem się, że modlitwa nie polega na wypowiadanych, powtarzanych słowach, lecz na otwarciu się i powierzeniu swego serca Panu Bogu. Mimo że oczami nie widzisz Boga ani Matki Bożej, oni są naprawdę obecni. W Medziugorju nauczyłem się, jak żyć swoją wiarą w świecie muzyki, w którym znajduję się razem ze swoją rodziną. Widzicie, jak dużo ludzi ze świata muzyki bierze narkotyki i pije alkohol. Jest to czymś bardzo przykrym. Trudno jest zostać wiernym i szczerym. Kluczem do zachowania mojej wiary, pogłębiania jej i równoczesnego zajmowania się muzyką, są dla mnie orędzia: modlitwa sercem, codzienne odmawianie różańca, post, Eucharystia – uczestnictwo we Mszy św. codziennie, czytanie Biblii i comiesięczna spowiedź. Te pięć „kamieni” pomogło mi walczyć i wygrać z Goliatem. Przed nawróceniem sądziłem, że różaniec i Pismo Święte należą do przeszłości, że to tylko tradycja, legendy.  Dzisiaj w rozmowach z ludźmi, którzy pytają, dlaczego czytam Pismo Święte, a nie „Harry Pottera” albo coś bardziej wzruszającego, odpowiadam: dlatego, że to nie jest prawdą. Biblia mówi, że prawda was wyzwoli. W moim przypadku tak rzeczywiście było, czuję się wolnym, spokojnym, radosnym. Chociaż na zewnątrz ciągle się nie uśmiecham, wewnątrz mnie serce się uśmiecha. Przeczytałem w jednej książce, że Matka Teresa powiedziała, iż rodziny, w których jest wspólna modlitwa, zostają razem. Jeśli chodzi o nas śpiew zawsze w jakimś stopniu traktowaliśmy jak modlitwę. Mimo wszystko jestem przekonany, że wspólna modlitwa jest konieczna, że trzeba wspólnie odmawiać różaniec, iść do kościoła razem, jako rodzina, i śpiew jest jednocześnie modlitwą i pracą, jednak czasem trzeba wspólnie spędzić czas na modlitwie. Praktykujemy to, kiedy jedziemy na koncert samochodem, samolotem lub gdy jesteśmy w domu. Czasem zbieramy się wspólnie i odmawiamy różaniec. Odmawiamy również dziewięciodniowe nowenny, gdy ktoś jest chory lub jedziemy do Medziugorja. Nie mamy w rodzinie dokładnie ustalonego czasu na modlitwę. Robimy to przed i po posiłkach albo na przykład po udanym koncercie. Ważne jest, by być w łączności z Panem Bogiem i słuchać czego od nas pragnie. Myślę, że powiedziała to Matka Teresa, iż ona jest tylko żarówką, a Pan Bóg prądem, to znaczy, że światło pochodzi od Niego, od Pana Boga. Moim przesłaniem dla ludzi byłoby to, że nie znajdą oni szczęścia w pieniądzach, w sławie, w majątku czy sprawach materialnych, chociaż pieniądze nie są czymś złym, bo wykorzystując je także można dużo dobra uczynić. Lecz jeśli pomnażanie dóbr materialnych jest główną motywacją waszego życia, to pieniądz was zniszczy. Ja odnalazłem szczęście, odnalazłem prawdę i nadal każdego dnia odnajduję ją w Panu Bogu. Bóg kocha każdego z nas osobiście. Stworzył nas z miłości i dla miłości, abyśmy kochali. Jest to czymś tak pięknym i zdumiewającym, że aż trudno w to uwierzyć. Jednak taka jest prawda i to chciałbym powiedzieć młodzieży. Jeżeli szukacie Pana Boga, nie musicie iść daleko, On jest w waszych sercach.  Nie oznacza to, że musicie porzucić świat i iść do zakonu albo coś podobnego. Matka Boża pomaga nam odnaleźć Boga. Przyjdźcie do Matki Bożej, a znajdziecie Pana Boga.